Felo-de-se
Kategorie: Wszystkie | Inne | Twórczość własna | Wiersze, opowiadania, teksty
RSS
poniedziałek, 07 maja 2007
Nowy Adres.

Zapraszam na nowy adres:

http://www.felodese.wordpress.com

 

 

12:29, felo-de-se , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 maja 2007
Broniewski, Stachura.
Od rana
 
Poniedziałek, jest rano
Słońce ledwo wstaje
Znak krzyża zrobiony niedbale
Uchronić mnie ma przed złym
Czarny szwadron śmiertelników już czeka
Dym tytoniowy ogarnia ludzi
Wszyscy się boją, stoją w grupach jak zwierzęta
Odpedzają od siebie myśli, że za chwile przekroczą szklaną bramę
Lada moment okaże się co jestem warty
Czy nadaje się według ustawy na inteligentnego człowieka
Czy będe dalej wiódł życie ucznia czy stane w kamaszach
Drzwi się zatrzasnęły.
Napis na karte życzy mi powodzenia.
23:02, felo-de-se , Twórczość własna
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 kwietnia 2007
Ostatni raz widziany na czele zbiedzonego tłumu.
Zmiana

Dawno mnie nie było na starych śmieciach,
wśród tłumu rożnej maści: od anarchistów
do prawicowych wykolejenców. Chłopak w czapce,
nieogolony w spodniach wojskowych niegdyś dumnie
noszący białe sznurówki stał się nagle lewicowym
działaczem. W głowie mu rewolucja, przybity manifest
do tablicy "Solidarności" obwieszczający przygotowania
do strajku. Dalej grupa młodych a raczej
młodszych odemnie o pare lat chłopaków krzyczących
dumnie i z radością : Jabol Punk! Oni jeszcze nie rozumieją co to jest,
byc moze nigdy nie zrozumieją nie podchodząc analitycznie do tego
problemu. Nastpępnie człowiek smiejący się w twarz, rozprawiający z
kolegami o "dobrych kawałach". Dochodzę do Starego Rynku, tam grupa
ulicznych artystów, kręcą ogniem i graja na bębnach. Ah jak szkoda ze ja
nic nie potrafie. Przepędzeni przez kobiecinę, grożącą im Policją. Ostatnia faza
drogi krzyżowej- przyjaciółka, która mimo wszelakich zapewnien, chce POWRÓCIĆ
do świata fantazji, tripów, halucynacji i zakończyć swój żywot jak Acosta.
Świat wartości zaczyna się sypać.
 
 
 
Lud prosty
 
 
Ludzie prości wychowali na swym łonie
człowieka, który wyrósł na inteligenta.
Został inteligent, niezrozumiany przez tych
dwoje przecież niemłodych już ludzi, uważany za lenia, dekadenta,
darmozjada, uosobienie ich nocnych koszmarów - będącego alternatywnym
ale inteligentnym stworzeniem. Nie interesują się nim.
Ba nie wiedzą, że coś tworzy, gdzie przebywa, kogo zna, z kim się zadaje
Dla nich to człowiek całe dnie pstrykający bądź piszący bez celu jakieś brednie.
Nie potrafią znaleść z tym człowiekiem wspólnego dialogu a przecież sami go stworzyli
człowieka, który może doświadczeniem ich nie bije, ale napewno inteligencją- ulepili potwora.
Nie szuka pracy, w ogóle to go cały czas w domu nie ma.
Szlaja się gdzieś i wraca późną nocą leń smierdzący.
Przecież on wcale się nie uczy- powiadają.
Oczerniają przy kim tylko się da, mając jednak tą myśl w głowie, że przecież ukończył
naukę i to jako jeden z wyróżnionych.
On w tym czasie wyrusza na kolejną pielgrzymkę ulicami miasta, rozbija się po okolicznych knajpach,
błądzi myślami gdzies w przestworzach i zastanawia się czemu z jego najbliższego otoczenia nikt go nie
rozumie. Sami cię stworzyli marny człowieku ponad swoje ideały, wyrwałeś się im z łancuchów. Jesteś sam sobie teraz sternikiem, żeglarzem, okrętem. Wracasz po nocnej hulance
i spisujesz na kartki to co czułeś oraz widziałeś.
 
 
 
Przepraszam za błędy językowe, stylistyczne, gramatyczne i jakiekolwiek znajdują się powyżej. Czuje ostatnio niemoc we wszystkim co robie. Oraz za dziwne ułożenie tekstu, nie potrafie/nie chce mi się* ulożyć go w taki sposób w jaki chce.
 
*niepotrzebne skreślić 
13:12, felo-de-se , Twórczość własna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Dewiacja historyczna w Dramat spisana.
Historia z roku 1795, Szlachcic pędzi konno przez wschodnią Rzeczpospolytą

Scena I
Osoby : Szlachcic
Miejsce: Las na wschodzie Rzeczypospolitej

Szlachcic:
(lekko dyszac stara sie przypomniec co sie działo wczoraj wieczorem, pedzi konno i wymachuje ręką. Przypomina sobie ze wczoraj coś robił. Ubrany odświętnie lecz lekko pomiętolony)

Co ja wczoraj takiego robiłem? Seks? Alkohol? Jakieś dokumenta? Kiedy to nam Poznań zabrali? (pyta sam do siebie i znika za drzewami)
 
 
 
Scena II
Osoby: Szlachcic
Miejsce: Pobliża zamku królewskiego

Szlachcic:
(Tak samo wymiętolony jak poprzednio, dalej pędzi konno i rozprawia nad wczorajszym dniem)

U Carycy Katarzyny chyba byłem i jej znajomej baronowej niemieckiej czy z austrii poleconej. Nie wiem sam (znowu mowi sam do siebie, staje pod zamkiem i zsiada z konia)
 
 
 
Scena III
Osoby: Szlachcic , Sierżant Carski
Miejsce: Zamek Królewski

Szlachcic:
(Z bólem głowy staje przy bramie zamku i krzyczy do patrolujacego żołdaka)

Otwierać!

Sierżant:

Wot Kto wy?

Szlachcic:

Poniatowski! Król!

Sierżant:

Job tvaju mat` Zakłuć go!

(Grupa sołdatów rosyjskich zakłuwa go w kajdany)

 
 
 
Scena IV
Osoby: Szlachcic
Miejsce: Rosja a dokładnie kibitka wioząca Szlachcica na zesłanie

Szlachcic:
(Patrzy slepo przed siebie i zastanawia się co on takiego uczynił, jednoczesnie podspiewuje)

Bogurodzica dziewica.... (Kibitka powoli sunie przez drogę)
17:31, felo-de-se , Twórczość własna
Link Dodaj komentarz »
Zielony Aparat.
Lekka anegdota o aparacie

Czekałem dzisiaj spokojnie u tego fotografa
na Starowiejskiej ulicy. Stary pan po fachu
zdjęcia tam wyrabiał, zwinnie retuszując buźki przerabiał
chłopaczka, dziewczyny czy takiego jak ja brzydkiego
brudaczyny, postpunka czy jak kto woli chłopaka w poglądach swych
niewoli. Pokazał na lewo, machnął ręką zwinnie.
Kazał popatrzec! myk! światło mignie.
Blask mnie ogłupił na sekundę czy dwie.
Patrzcie! zdjęcie zrobiło się.
To cudo techniki, aparatem zwane
Od wieków przez fotografow używane, przecież!
Szopen juz zdjęcie miał.
Pomyśleć ze na papierze podzieliłem geniusza los
oglądając na karcie swoje odbicie,
stworzone aparatem jak pomnikiem ze spiżu!


Zielone piekło

Ona siedzi widzi różne rzeczy
zielone tabletki rzekomo jadła, tak ten lek na kaszel
co każde dziecko małe zna, ale w dawce prekraczającej normę
robi to z mózgu gąbke chłonną na różne wizje.
Ja przeklinam tą godzinę w której sięgnęła po to ścierwo
tylko to mogę bo już mnie nie słucha, teraz to jej brat.
Pięć tabletek więcej na dobra wizję mowi mi aktualnie
Co mogę zrobić? Tylko złorzeczyć,dziady i tańce odprawiać
Gaszę tego papierosa i idę spać, naćpanej teraz nie pomogę
Juz wcale nie słucha mych rad.
17:09, felo-de-se , Twórczość własna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Brud!
Człowiek Zbrudzony
 
Człowiek zbrudzony, zniszczony
odorem taniego wina odurzony, przez wielu tępiony
Ktoś własnym umysłem zniewolony, czy poglądow wyznacznikiem
Poskromiony!
Gdzie jego pasja gdzie jego szał?
Wódke by tylko chlał!
Niszczony przez wielu i samego siebie
Człowiek zbrudzony do nieba wiedziony
alkoholu odorem, tym potworem co niszczy i pali
On zatoczy koło i padnie na ziemię, wszystkie idee odejdą
w zapomnienie, bo się zbrudził człowiek szary.
 
 
Poniedziałek, jak każdy inny 
 
Dzień kolejny poniedziałek w kalendarzu
zaczął się normalnie, tak zwyczajnie absque ulla nota,
rozważałem ze znajomym akurat posła Palikota
Nie zważając uwagi na brak znaków, rozmawiałem spokojnie
nie bedąc świadom co się stanie za minut parenaście.
Butelka spadła z poręczy metalowej spadajac prawie na głowę
pewnej znajomej, gdy sprawcy biegli z siebie zadowoleni, zachaczyli się oboje
Tak! A to gnoje Bóg ich pokarał
Nogi im zwichnął czy połamał, tak czy inaczej
Pan najświetszy dwie osoby skarał,
czy moje przykrości naprawiał?
22:47, felo-de-se , Twórczość własna
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
Wszystko co nosze w sobie.

Poniżej calej mojej twórczości - głównie "wierszy". Niektore nadal w stanie surowym, natomiast inne z lekkimi bądź większymi przeróbkami.

 

 

Poete maudit
 
Kim jestem?
Pytanie podstawowe!
Primo!
Mnie tu nie ma...
Secundo!
Jeżeli mnie nie ma to jak pisze?
Tertio!
Po co mi ta kartka?
Quarto!
Kartka niepotrzebna, jeżeli nie istnieje!
Po Piąte
Samobójcza Śmierć?


Błękit

Upadł na ziemię spaloną słońcem
Oczy rozbiegane wzniósł ku błękitowi i szukając...
Czego, zapyta ktoś nieśmiale
Mianowicie szukał w nieprzemierzonym błękicie sensu i celu swojego życia.
Czy znalazł to czego pragnął, spytał ktoś z końca sali
Obudził się...i nic nie znalazł


To nie jest wiersz
 
Znowu walka ze sobą!
Kiedy to się skończy?
Kiedy zacznę funkcjonować normalnie?
Kiedy w moim życiu nie będzie banalnie?
Kiedy będe potrafił rzetelnie i pięknie wyrazić to co czuje?
Kiedy?!
Pytanie retoryczne.


Jednodniówka

A może jestem futurystą?
Robie dużo błędów językowych.
Stylistycznych miliony!
Mam Nuż w bżuhu i patrze na
RZYGAJĄCE POSĄGI!
W tle przesuwa się Mięso kobiet,
które zmierza na Pogżeb Reńi.
A ja leżąc i nucąc Psalm Powojenny zauważyłem
BUT w mej BUTONIERCE.


Miernota przeklęty

Bez krzty talentu!
O ja plugawe beztalencie! Miernota chce się rzec
Walcząc ze swoim ego
Byłem juz na dnie swojej psychiki
Pukałem w denko od spodu rozpaczliwie krzycząc.
Dławiąc się i dusząc własnymi myślami.
Nie szukając nigdzie pomocy, upadłem i wstałem


Bądź wolna

Bądź wolna i szczęśliwa...
Nie maltretuj się mną, mnie nie ma
Zginąłem w morzu uczuc, ktore tak samo odeszły
Lecz w głębi coś się jeszcze tli.
Czy to uczucie?
Czy podrygi konającego człowieka?


Dzień Gniewu

 
Przyszedł dzień sądny, wiekuista moc ogarnęła świat.
Na górze wśród chmur koloru białego.
Rozciąga się tłum zbawionych zmierzających do złotej piotrowej bramy.
Brama roztacza się nad skąpaną w żarze ziemią, naszą ziemią.
Archanioł ze swym mieczem świetlistym pokazuje prawdę wiekuistą.
Jęki docierąja do samego Tartaru w którym rzeka potępionych się przelewa.
Gdzie udam się ugodzony błękitnym anielskim mieczem?
Nie mam pojęcia. Bliżej ku odmętom Tartaru...



Obłęd(Stek bzdur)
 
Co za szum w głowie, że wytrzymać nie mogę?
Bucha z czarnego pudła lawina słów niepotrzebna
Zalewa mi umysł, niszczy od środka, miażdży szare komórki
Ratunku - krzyknął ktoś. Może to ja?
Czy ten proszek jest dobry?
Afera, afera i polityk kradnie - cały kraj na dnie
Głowa mi pęka i puchnie
Tasiemiec atakuje zwoje mózgowe
Odcinek ostatni!
Migawka obrazów pożera wzrok i tak już zmęczony
Społeczeństwo upada, gwałt w kamienicy
Ktoś został pod blokiem zabity
Trawi mi to wszystko mózg, ostatnie jego skrawki
Padam na ziemie z pianą na pysku
Szukam czerwonego przycisku?
Znalazlem!
Cisza...
Leże na ziemi przetrawiony w agonii.


Zagubiony

Alkoholowe libacje, procentów ekstaza
Mojego życia nędzna parafraza
Świat zatacza koło w pijackiej orgii
Widział ktoś Rafała?
Leży pod swoją twierdzą
Roku poprzedniego.


Stryczek

 
Gdy szedłem parkiem
Chciałem wejść na drzewo
Ze sznurkiem trzymanym w ręku
Bardzo by mi sie przypodobało gdybym zaciągnał go na głowę
Tak o! Dobrze się ułożyć
Krzyknąc ostatnim haustem powietrza!
O BOŻE!
W otchłań skoczyć
Życie swoje przeoczyć


Zamszowe Pudełko
 
Brązowa szuflada w rogu pokoju
Cień przesuwa się wzdłuż drewnianych listewek
Ręka przesuwa sie wolno do metalowego uchwytu
W środku zamszowa skrzynka.
Lekko przesuwając ręce ku niej otwieram ją
Połysk metaliczny odbił mi się w oczach
Biorę metalową gazrurkę do ręki...
Co dalej?


Poeta


Wierszokleta NIE wieszcz
Nad świat piękny, zielony nie wzleci
Ani nie zniszczy go czarnych piór upadąjąc jazgotem
Bo jest poetą - nielotem


Łoś Pstrokaty
 
Poeta raz jeden dnia pewnego
Napisac chciał coś wesołego...
O Jelonku włochatym!
Łosiu pstrokatym!
Lecz zaciął się poeta przy
goleniu...i chuj mu teraz po jeleniu
Gdy krew bryzga na wszystkie strony
On macha żyletką poraniony
Taki mu wyszedl wiersz wyzwolony
O łosiu pstrokatym - pierdolonym


Korniki
(Get Stoned)


Korniki się zapanoszyły
Uaaaaaaaaaaaa!
Szary dym opętał ściany pokoju
Korniki dobrały się do drzwi
Korniki są wszędzie
Szary dym wypelnia już cały dom
Sąsiedzi zauważyli dym, WSZĘDZIE DYM!
Ajjj! Korniki pożerają CELUOZE
Swoimi nóżkami, ruchem pełzającym pożerają te drewno!
Dym sie rozprzestrzenia!
Uaaaaa!
Krzycze poraz drugi!
Korniki pożarły drewno, odpoczywają!
Dym jest juz na korytażu dociera do windy towarowej!
Korniki są wszędzie, dom sie sypie!


Pokolenie?
 

I tak staniemy na barykadach, mostach , drogach
Tak sie ogień przeleje rzeką głuchą
Gdzie zimnym pędem pobiegniemy wprzód
Nie wiedząc : W która stronę
Byle przed siebie! Krzyknął ten pierwszy
Płonące pochodnie w rekach zmęczonych
Walczymy o swoje!
A nad grobem chcemy krzyż!


Dewiacje o upadku Polski
 
Historia ta zaczyna sie roku panskiego tysiac siedemset dziewiecdziesiat bodajże trzeciego.
Wracał raz szlachcic konno goniąc go przecie, że nie może uwierzyc w to co pisało w gazecie.
Polski juz nie ma Moskal we wsi stoi. Prusak bierze Poznań o to sie rozchodzi
Szlachcic Poznaniem sie nie przejął bo mieszkał na wschodzie. Gnał pedząc konia po lodzie bo zimą to było. Gnał nasz bohater skacowany po libacji alkoholowej u carycy Katarzyny i jej znajomej baronowej niemieckiej czy z austrii poleconej. Pedząc konno tak sie zastanawial co on takiego wczoraj narozrabiał, że alkohol, seks i jakies dokumenta, leciał co tchu odjebany jak w święta. Gdy dotarł do murów zamku swojego wielkiego, co w Warszawie posiadał jego. Pognał do bram a z konia zsiadł prędko krzyknął "Otwierać". Z góry gruby głos sie odezwał "Wot, Kto wy?" Ja?(zapytał sam siebie) Poniatowski! KRÓL POLSKI - krzyknał pewnie. Carski sierżant krzyknął "Zakłuć go w kajdany" i nasz król w głąb Rosji został wyjebany. Rzeczpospolita skrzyżowana pode trzy ściany : Carską , Austrii i Prusaków orła czarnego na sto piećdziesiąt lat zniknęła kolego. Morał z tej powiastki jest taki: nie chlej za dużo bo wpierdolą ci czarne i dwugłowe ptaki.


 Sprzedawczynie
 
Przemierzając wiosną ulice miasta, co widzę?
na rogach straganiarki warzyw nie sprzedaja, Kusa
spódniczka, gołe nogi - panna kurwą pozywana,
ale o co mi biega? najstarszy zawód swiata.
Podjeżdża pan w zielonym Audi "Co tam masz
Halinka?". Odkryła rąbka tajemnicy.
prosze państwa! Tak sie zarabia. panna zniknęła
za szybą samochodu, Francuz pewnie za piećdziesiąt.


Pierwszy dziewiąty
 
Żelastwo się przelało
dzieci biedne zabiło
Biało czerwona krew
Biało czerwona wstęga
płonąca na maszcie
otoczyli drutem pole
na polu domki
takie male drewniane
ludzi podobno mordowali
jeszcze ten siedemnasty
chyba był wrzesień
czerwona kaskada spadła
niestety brunatni straszniej
potem tylko brud
Krew na ulicach
dozorca jutro zmyje
tak mu kazano
to niestety domysły
nie żyłem tam
nie zaznałem bólu
nie zaznałem cierpienia
nie zaznałem poniżenia
pamietać owszem będe



Historia
 
Żyję w słuzbie historii
Spłodzony z zżółkłych kartek bibliotecznych
Stworzony na chwałe pokolen poprzednich
Szablą wyryte słowa "Arte et marte"
Pitagoras przewraca się w grobie
Historia królową nauk.


Zagubiony drugi raz

Zagubiłem się drugi raz
Stwierdziłem machinalnie.
Rzecz ma sie w tym
Kim wlasciwie jestem?
Lewica nie dla mnie
Dosyc nowomowy nieznanej z cyklu "towarzysze"
Skrajna prawica? Bij niemca, Bij zyda, moze na cos ci sie przyda. Słabe!
Spojrzałem na anarchię, ten świat gdzie każdy każdemu bratem.
Cholera!
Homo homini lupus est
To nie dla mnie tango.
Zostałem zagubiony w świecie poglądów
Takich codziennych wymieszanych z reklamą
Tak sprytnie jak tryby zegara ratuszowego


Drodzy literaci!

Witam was panowie na plenum.
Szerokim łukiem stoją literaci znamienici.
Bywali w tym budynku:
Gałczyński, Białoszewski
Tak ci znani, akcpetowani, powielani aż do bólu.
Dlaczego tak wszyscy na mnie patrzą?
Nikt mnie nie zna?
Przeciez też jestem literatem.
Też me życie to gra słów, przeplatana doświadczeniem, marzeniem.
O wiecznym szczęściu na literackiej chwale.


Szklanica po wódce

Wierszokleta Nowakowski trafił do kostnicy
Pocięty szkłem ze...szklanicy
Przebiła mu żyły tętnice i płuco
Leży tak sztwyny biedaczek pocięty
Szklaną szklanicą popękaną na strzępy
Sekcja zwłok wykazała fenomen
Drań nie był odurzony alkoholem żadnego rodzaju
Leży tak sztywny, zimny , niezmienny
Poezja jego nic nie warta jak trup Nowakowski - bezimienny
Zgon osiemnasta siedemnaście, dnia poprzedniego
Zabity szklaną szklanicą wbitą w szyję jego.
 
 
Sława
 
Tak naprawde nie marzy mi się sława
Najwiekszego pokroju światowego
Pamięć kilku znajomych, coś miłego
Znakomitego nie pisał nic wcale
Tylko jego przemyślenia na papier przelane
Będące pamiętnikiem psychiki delikwenta literackiego
Który pisał Anno Domini Dwa tysiące sześć i później
Jedynie chciał wypełnić beztalencia próżnie
 
 
Chłopcy Malowani
 
Jadą chłopcy do Iranu
Żyły piją kompot z polskiego maku
Ziemie zroszą krwią outlanderską
.
Jadą chłopcy do Iranu
Walczyć za Busha sprawę
Ropa rządzi światem, a diabeł katem
.
Jadą chłopcy do Iranu
Zginąc na wojence
Matce oddadza chłopaka w trumience
.
Jadą chłopcy do Iranu
Walczyć o nie swoje
Ktoś się nimi wysługuje
Desperat co jest kowbojem


Gray
 
Pusty szary sztandar ktory nie niesie żadnej treści
Szarzy ludzie idą za szarym sztandarem
Natomiast człowiek zbrudzony to ja!
Nie posiadajacy ideałow, autorytetów czy wreszcie sprecyzowanych poglądów
Jestem wszystkim i niczym, bielą i czernią
Ide w opozycji do szarej masy
Staje na barierze absurdu i w swojej bezmyślności
Wykrzykując puste hasła podchodze do szarego tłumu
Niestety też niose ze soba szary sztandar
Który odpowiada za moją marną egzystencje 

20:29, felo-de-se , Twórczość własna
Link Komentarze (1) »
W strasznych mieszkaniach straszni mieszkańcy.
Gray
 
Pusty szary sztandar ktory nie niesie żadnej treści
Szarzy ludzie idą za szarym sztandarem
Natomiast człowiek zbrudzony to ja!
Nie posiadajacy ideałow, autorytetów czy wreszcie sprecyzowanych poglądów
Jestem wszystkim i niczym, bielą i czernią
Ide w opozycji do szarej masy
Staje na barierze absurdu i w swojej bezmyślności
Wykrzykując puste hasła podchodze do szarego tłumu
Niestety też niose ze soba szary sztandar
Który odpowiada za moją marną egzystencje
 
20:15, felo-de-se , Twórczość własna
Link Komentarze (1) »
środa, 04 kwietnia 2007
Nocą na kolanie pisane, tak dla spokoju.
Szklanica po wódce

Wierszokleta Nowakowski trafił do kostnicy
Pocięty szkłem ze...szklanicy
Przebiła mu żyły tętnice i płuco
Leży tak sztwyny biedaczek pocięty
Szklaną szklanicą popękaną na strzępy
Sekcja zwłok wykazała fenomen
Drań nie był odurzony alkoholem żadnego rodzaju
Leży tak sztywny, zimny , niezmienny
Poezja jego nic nie warta jak trup Nowakowski - bezimienny
Zgon osiemnasta siedemnaście, dnia poprzedniego
Zabity szklaną szklanicą wbitą w szyję jego.
 
 
Sława
 
Tak naprawde nie marzy mi się sława
Najwiekszego pokroju światowego
Pamięć kilku znajomych, coś miłego
Znakomitego nie pisał nic wcale
Tylko jego przemyślenia na papier przelane
Będące pamiętnikiem psychiki delikwenta literackiego
Który pisał Anno Domini Dwa tysiące sześć i później
Starał się wypełnic beztalencia próżnie 
 
 
Chłopcy Malowani
 
Jadą chłopcy do Iranu
Żyły piją kompot z polskiego maku
Ziemie zroszą krwią outlanderską
.
Jadą chłopcy do Iranu
Walczyć za Busha sprawę
Ropa rządzi światem, a diabeł katem
.
Jadą chłopcy do Iranu
Zginąc na wojence
Matce oddadza chłopaka w trumience
.
Jadą chłopcy do Iranu
Walczyć o nie swoje 
Ktoś się nimi wysługuje
Desperat co jest kowbojem 
11:10, felo-de-se , Twórczość własna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 kwietnia 2007
Wszystkie wiersze pisane w piec minut bez poprawek.
Drodzy literaci!

Witam was panowie na plenum.
Szerokim łukiem stoją literaci znamienici.
Bywali w tym budynku:
Gałczyński, Białoszewski
Tak ci znani, akcpetowani, powielani aż do bólu.
Dlaczego tak wszyscy na mnie patrzą?
Nikt mnie nie zna?
Przeciez też jestem literatem.
Też me życie to gra słów, przeplatana doświadczeniem, marzeniem.
O wiecznym szczęściu na literackiej chwale.
23:22, felo-de-se , Twórczość własna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
następne
Archiwum
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Kwiecień 2007
Maj 2007
Ostatnie wpisy
  • Nowy Adres.
  • Broniewski, Stachura.
  • Ostatni raz widziany na czele ...
  • Dewiacja historyczna w Dramat ...
  • Zielony Aparat.
  • Brud!
  • Wszystko co nosze w sobie.
  • W strasznych mieszkaniach ...
  • Nocą na kolanie pisane, tak ...
  • Wszystkie wiersze pisane w ...
Zakładki:
Muzyka
Kazik
Kult
Lao Che
Lumpex
Nauka o Gównie
Pitbull Farm
Są też inni
Emu
Mona Marie
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog