poniedziałek, 07 maja 2007
Nowy Adres.
Zapraszam na nowy adres: http://www.felodese.wordpress.com
niedziela, 06 maja 2007
Broniewski, Stachura.
Od rana Poniedziałek, jest rano Słońce ledwo wstaje Znak krzyża zrobiony niedbale Uchronić mnie ma przed złym Czarny szwadron śmiertelników już czeka Dym tytoniowy ogarnia ludzi Wszyscy się boją, stoją w grupach jak zwierzęta Odpedzają od siebie myśli, że za chwile przekroczą szklaną bramę Lada moment okaże się co jestem warty Czy nadaje się według ustawy na inteligentnego człowieka Czy będe dalej wiódł życie ucznia czy stane w kamaszach Drzwi się zatrzasnęły. Napis na karte życzy mi powodzenia.
sobota, 21 kwietnia 2007
Ostatni raz widziany na czele zbiedzonego tłumu.
ZmianaDawno mnie nie było na starych śmieciach, wśród tłumu rożnej maści: od anarchistów do prawicowych wykolejenców. Chłopak w czapce, nieogolony w spodniach wojskowych niegdyś dumnie noszący białe sznurówki stał się nagle lewicowym działaczem. W głowie mu rewolucja, przybity manifest do tablicy "Solidarności" obwieszczający przygotowania do strajku. Dalej grupa młodych a raczej młodszych odemnie o pare lat chłopaków krzyczących dumnie i z radością : Jabol Punk! Oni jeszcze nie rozumieją co to jest, byc moze nigdy nie zrozumieją nie podchodząc analitycznie do tego problemu. Nastpępnie człowiek smiejący się w twarz, rozprawiający z kolegami o "dobrych kawałach". Dochodzę do Starego Rynku, tam grupa ulicznych artystów, kręcą ogniem i graja na bębnach. Ah jak szkoda ze ja nic nie potrafie. Przepędzeni przez kobiecinę, grożącą im Policją. Ostatnia faza drogi krzyżowej- przyjaciółka, która mimo wszelakich zapewnien, chce POWRÓCIĆ do świata fantazji, tripów, halucynacji i zakończyć swój żywot jak Acosta. Świat wartości zaczyna się sypać. Lud prosty Ludzie prości wychowali na swym łonie człowieka, który wyrósł na inteligenta. Został inteligent, niezrozumiany przez tych dwoje przecież niemłodych już ludzi, uważany za lenia, dekadenta, darmozjada, uosobienie ich nocnych koszmarów - będącego alternatywnym ale inteligentnym stworzeniem. Nie interesują się nim. Ba nie wiedzą, że coś tworzy, gdzie przebywa, kogo zna, z kim się zadaje Dla nich to człowiek całe dnie pstrykający bądź piszący bez celu jakieś brednie. Nie potrafią znaleść z tym człowiekiem wspólnego dialogu a przecież sami go stworzyli człowieka, który może doświadczeniem ich nie bije, ale napewno inteligencją- ulepili potwora. Nie szuka pracy, w ogóle to go cały czas w domu nie ma. Szlaja się gdzieś i wraca późną nocą leń smierdzący. Przecież on wcale się nie uczy- powiadają. Oczerniają przy kim tylko się da, mając jednak tą myśl w głowie, że przecież ukończył naukę i to jako jeden z wyróżnionych. On w tym czasie wyrusza na kolejną pielgrzymkę ulicami miasta, rozbija się po okolicznych knajpach, błądzi myślami gdzies w przestworzach i zastanawia się czemu z jego najbliższego otoczenia nikt go nie rozumie. Sami cię stworzyli marny człowieku ponad swoje ideały, wyrwałeś się im z łancuchów. Jesteś sam sobie teraz sternikiem, żeglarzem, okrętem. Wracasz po nocnej hulance i spisujesz na kartki to co czułeś oraz widziałeś. Przepraszam za błędy językowe, stylistyczne, gramatyczne i jakiekolwiek znajdują się powyżej. Czuje ostatnio niemoc we wszystkim co robie. Oraz za dziwne ułożenie tekstu, nie potrafie/nie chce mi się* ulożyć go w taki sposób w jaki chce. *niepotrzebne skreślić
wtorek, 17 kwietnia 2007
Dewiacja historyczna w Dramat spisana.
Historia z roku 1795, Szlachcic pędzi konno przez wschodnią Rzeczpospolytą
Scena I Osoby : Szlachcic Miejsce: Las na wschodzie Rzeczypospolitej
Szlachcic: (lekko dyszac stara sie przypomniec co sie działo wczoraj wieczorem, pedzi konno i wymachuje ręką. Przypomina sobie ze wczoraj coś robił. Ubrany odświętnie lecz lekko pomiętolony)
Co ja wczoraj takiego robiłem? Seks? Alkohol? Jakieś dokumenta? Kiedy to nam Poznań zabrali? (pyta sam do siebie i znika za drzewami)
Scena II Osoby: Szlachcic Miejsce: Pobliża zamku królewskiego
Szlachcic: (Tak samo wymiętolony jak poprzednio, dalej pędzi konno i rozprawia nad wczorajszym dniem)
U Carycy Katarzyny chyba byłem i jej znajomej baronowej niemieckiej czy z austrii poleconej. Nie wiem sam (znowu mowi sam do siebie, staje pod zamkiem i zsiada z konia)
Scena III Osoby: Szlachcic , Sierżant Carski Miejsce: Zamek Królewski
Szlachcic: (Z bólem głowy staje przy bramie zamku i krzyczy do patrolujacego żołdaka)
Otwierać!
Sierżant:
Wot Kto wy?
Szlachcic:
Poniatowski! Król!
Sierżant:
Job tvaju mat` Zakłuć go!
(Grupa sołdatów rosyjskich zakłuwa go w kajdany)
Scena IV Osoby: Szlachcic Miejsce: Rosja a dokładnie kibitka wioząca Szlachcica na zesłanie
Szlachcic: (Patrzy slepo przed siebie i zastanawia się co on takiego uczynił, jednoczesnie podspiewuje)
Bogurodzica dziewica.... (Kibitka powoli sunie przez drogę)
Zielony Aparat.
Lekka anegdota o aparacie
Czekałem dzisiaj spokojnie u tego fotografa na Starowiejskiej ulicy. Stary pan po fachu zdjęcia tam wyrabiał, zwinnie retuszując buźki przerabiał chłopaczka, dziewczyny czy takiego jak ja brzydkiego brudaczyny, postpunka czy jak kto woli chłopaka w poglądach swych niewoli. Pokazał na lewo, machnął ręką zwinnie. Kazał popatrzec! myk! światło mignie. Blask mnie ogłupił na sekundę czy dwie. Patrzcie! zdjęcie zrobiło się. To cudo techniki, aparatem zwane Od wieków przez fotografow używane, przecież! Szopen juz zdjęcie miał. Pomyśleć ze na papierze podzieliłem geniusza los oglądając na karcie swoje odbicie, stworzone aparatem jak pomnikiem ze spiżu!
Zielone piekło
Ona siedzi widzi różne rzeczy zielone tabletki rzekomo jadła, tak ten lek na kaszel co każde dziecko małe zna, ale w dawce prekraczającej normę robi to z mózgu gąbke chłonną na różne wizje. Ja przeklinam tą godzinę w której sięgnęła po to ścierwo tylko to mogę bo już mnie nie słucha, teraz to jej brat. Pięć tabletek więcej na dobra wizję mowi mi aktualnie Co mogę zrobić? Tylko złorzeczyć,dziady i tańce odprawiać Gaszę tego papierosa i idę spać, naćpanej teraz nie pomogę Juz wcale nie słucha mych rad.
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Brud!
Człowiek Zbrudzony Człowiek zbrudzony, zniszczony odorem taniego wina odurzony, przez wielu tępiony Ktoś własnym umysłem zniewolony, czy poglądow wyznacznikiem Poskromiony! Gdzie jego pasja gdzie jego szał? Wódke by tylko chlał! Niszczony przez wielu i samego siebie Człowiek zbrudzony do nieba wiedziony alkoholu odorem, tym potworem co niszczy i pali On zatoczy koło i padnie na ziemię, wszystkie idee odejdą w zapomnienie, bo się zbrudził człowiek szary. Poniedziałek, jak każdy inny Dzień kolejny poniedziałek w kalendarzu zaczął się normalnie, tak zwyczajnie absque ulla nota, rozważałem ze znajomym akurat posła Palikota Nie zważając uwagi na brak znaków, rozmawiałem spokojnie nie bedąc świadom co się stanie za minut parenaście. Butelka spadła z poręczy metalowej spadajac prawie na głowę pewnej znajomej, gdy sprawcy biegli z siebie zadowoleni, zachaczyli się oboje Tak! A to gnoje Bóg ich pokarał Nogi im zwichnął czy połamał, tak czy inaczej Pan najświetszy dwie osoby skarał, czy moje przykrości naprawiał?
czwartek, 12 kwietnia 2007
Wszystko co nosze w sobie.
Poniżej calej mojej twórczości - głównie "wierszy". Niektore nadal w stanie surowym, natomiast inne z lekkimi bądź większymi przeróbkami. Poete maudit Kim jestem? Pytanie podstawowe! Primo! Mnie tu nie ma... Secundo! Jeżeli mnie nie ma to jak pisze? Tertio! Po co mi ta kartka? Quarto! Kartka niepotrzebna, jeżeli nie istnieje! Po Piąte Samobójcza Śmierć?
Błękit
Upadł na ziemię spaloną słońcem Oczy rozbiegane wzniósł ku błękitowi i szukając... Czego, zapyta ktoś nieśmiale Mianowicie szukał w nieprzemierzonym błękicie sensu i celu swojego życia. Czy znalazł to czego pragnął, spytał ktoś z końca sali Obudził się...i nic nie znalazł
To nie jest wiersz Znowu walka ze sobą! Kiedy to się skończy? Kiedy zacznę funkcjonować normalnie? Kiedy w moim życiu nie będzie banalnie? Kiedy będe potrafił rzetelnie i pięknie wyrazić to co czuje? Kiedy?! Pytanie retoryczne.
Jednodniówka
A może jestem futurystą? Robie dużo błędów językowych. Stylistycznych miliony! Mam Nuż w bżuhu i patrze na RZYGAJĄCE POSĄGI! W tle przesuwa się Mięso kobiet, które zmierza na Pogżeb Reńi. A ja leżąc i nucąc Psalm Powojenny zauważyłem BUT w mej BUTONIERCE.
Miernota przeklęty
Bez krzty talentu! O ja plugawe beztalencie! Miernota chce się rzec Walcząc ze swoim ego Byłem juz na dnie swojej psychiki Pukałem w denko od spodu rozpaczliwie krzycząc. Dławiąc się i dusząc własnymi myślami. Nie szukając nigdzie pomocy, upadłem i wstałem
Bądź wolna
Bądź wolna i szczęśliwa... Nie maltretuj się mną, mnie nie ma Zginąłem w morzu uczuc, ktore tak samo odeszły Lecz w głębi coś się jeszcze tli. Czy to uczucie? Czy podrygi konającego człowieka?
Dzień Gniewu Przyszedł dzień sądny, wiekuista moc ogarnęła świat. Na górze wśród chmur koloru białego. Rozciąga się tłum zbawionych zmierzających do złotej piotrowej bramy. Brama roztacza się nad skąpaną w żarze ziemią, naszą ziemią. Archanioł ze swym mieczem świetlistym pokazuje prawdę wiekuistą. Jęki docierąja do samego Tartaru w którym rzeka potępionych się przelewa. Gdzie udam się ugodzony błękitnym anielskim mieczem? Nie mam pojęcia. Bliżej ku odmętom Tartaru...
Obłęd(Stek bzdur) Co za szum w głowie, że wytrzymać nie mogę? Bucha z czarnego pudła lawina słów niepotrzebna Zalewa mi umysł, niszczy od środka, miażdży szare komórki Ratunku - krzyknął ktoś. Może to ja? Czy ten proszek jest dobry? Afera, afera i polityk kradnie - cały kraj na dnie Głowa mi pęka i puchnie Tasiemiec atakuje zwoje mózgowe Odcinek ostatni! Migawka obrazów pożera wzrok i tak już zmęczony Społeczeństwo upada, gwałt w kamienicy Ktoś został pod blokiem zabity Trawi mi to wszystko mózg, ostatnie jego skrawki Padam na ziemie z pianą na pysku Szukam czerwonego przycisku? Znalazlem! Cisza... Leże na ziemi przetrawiony w agonii.
Zagubiony
Alkoholowe libacje, procentów ekstaza Mojego życia nędzna parafraza Świat zatacza koło w pijackiej orgii Widział ktoś Rafała? Leży pod swoją twierdzą Roku poprzedniego.
Stryczek Gdy szedłem parkiem Chciałem wejść na drzewo Ze sznurkiem trzymanym w ręku Bardzo by mi sie przypodobało gdybym zaciągnał go na głowę Tak o! Dobrze się ułożyć Krzyknąc ostatnim haustem powietrza! O BOŻE! W otchłań skoczyć Życie swoje przeoczyć
Zamszowe Pudełko Brązowa szuflada w rogu pokoju Cień przesuwa się wzdłuż drewnianych listewek Ręka przesuwa sie wolno do metalowego uchwytu W środku zamszowa skrzynka. Lekko przesuwając ręce ku niej otwieram ją Połysk metaliczny odbił mi się w oczach Biorę metalową gazrurkę do ręki... Co dalej?
Poeta
Wierszokleta NIE wieszcz Nad świat piękny, zielony nie wzleci Ani nie zniszczy go czarnych piór upadąjąc jazgotem Bo jest poetą - nielotem
Łoś Pstrokaty Poeta raz jeden dnia pewnego Napisac chciał coś wesołego... O Jelonku włochatym! Łosiu pstrokatym! Lecz zaciął się poeta przy goleniu...i chuj mu teraz po jeleniu Gdy krew bryzga na wszystkie strony On macha żyletką poraniony Taki mu wyszedl wiersz wyzwolony O łosiu pstrokatym - pierdolonym
Korniki (Get Stoned)
Korniki się zapanoszyły Uaaaaaaaaaaaa! Szary dym opętał ściany pokoju Korniki dobrały się do drzwi Korniki są wszędzie Szary dym wypelnia już cały dom Sąsiedzi zauważyli dym, WSZĘDZIE DYM! Ajjj! Korniki pożerają CELUOZE Swoimi nóżkami, ruchem pełzającym pożerają te drewno! Dym sie rozprzestrzenia! Uaaaaa! Krzycze poraz drugi! Korniki pożarły drewno, odpoczywają! Dym jest juz na korytażu dociera do windy towarowej! Korniki są wszędzie, dom sie sypie!
Pokolenie? I tak staniemy na barykadach, mostach , drogach Tak sie ogień przeleje rzeką głuchą Gdzie zimnym pędem pobiegniemy wprzód Nie wiedząc : W która stronę Byle przed siebie! Krzyknął ten pierwszy Płonące pochodnie w rekach zmęczonych Walczymy o swoje! A nad grobem chcemy krzyż!
Dewiacje o upadku Polski Historia ta zaczyna sie roku panskiego tysiac siedemset dziewiecdziesiat bodajże trzeciego. Wracał raz szlachcic konno goniąc go przecie, że nie może uwierzyc w to co pisało w gazecie. Polski juz nie ma Moskal we wsi stoi. Prusak bierze Poznań o to sie rozchodzi Szlachcic Poznaniem sie nie przejął bo mieszkał na wschodzie. Gnał pedząc konia po lodzie bo zimą to było. Gnał nasz bohater skacowany po libacji alkoholowej u carycy Katarzyny i jej znajomej baronowej niemieckiej czy z austrii poleconej. Pedząc konno tak sie zastanawial co on takiego wczoraj narozrabiał, że alkohol, seks i jakies dokumenta, leciał co tchu odjebany jak w święta. Gdy dotarł do murów zamku swojego wielkiego, co w Warszawie posiadał jego. Pognał do bram a z konia zsiadł prędko krzyknął "Otwierać". Z góry gruby głos sie odezwał "Wot, Kto wy?" Ja?(zapytał sam siebie) Poniatowski! KRÓL POLSKI - krzyknał pewnie. Carski sierżant krzyknął "Zakłuć go w kajdany" i nasz król w głąb Rosji został wyjebany. Rzeczpospolita skrzyżowana pode trzy ściany : Carską , Austrii i Prusaków orła czarnego na sto piećdziesiąt lat zniknęła kolego. Morał z tej powiastki jest taki: nie chlej za dużo bo wpierdolą ci czarne i dwugłowe ptaki.
Sprzedawczynie Przemierzając wiosną ulice miasta, co widzę? na rogach straganiarki warzyw nie sprzedaja, Kusa spódniczka, gołe nogi - panna kurwą pozywana, ale o co mi biega? najstarszy zawód swiata. Podjeżdża pan w zielonym Audi "Co tam masz Halinka?". Odkryła rąbka tajemnicy. prosze państwa! Tak sie zarabia. panna zniknęła za szybą samochodu, Francuz pewnie za piećdziesiąt.
Pierwszy dziewiąty Żelastwo się przelało dzieci biedne zabiło Biało czerwona krew Biało czerwona wstęga płonąca na maszcie otoczyli drutem pole na polu domki takie male drewniane ludzi podobno mordowali jeszcze ten siedemnasty chyba był wrzesień czerwona kaskada spadła niestety brunatni straszniej potem tylko brud Krew na ulicach dozorca jutro zmyje tak mu kazano to niestety domysły nie żyłem tam nie zaznałem bólu nie zaznałem cierpienia nie zaznałem poniżenia pamietać owszem będe
Historia Żyję w słuzbie historii Spłodzony z zżółkłych kartek bibliotecznych Stworzony na chwałe pokolen poprzednich Szablą wyryte słowa "Arte et marte" Pitagoras przewraca się w grobie Historia królową nauk.
Zagubiony drugi raz
Zagubiłem się drugi raz Stwierdziłem machinalnie. Rzecz ma sie w tym Kim wlasciwie jestem? Lewica nie dla mnie Dosyc nowomowy nieznanej z cyklu "towarzysze" Skrajna prawica? Bij niemca, Bij zyda, moze na cos ci sie przyda. Słabe! Spojrzałem na anarchię, ten świat gdzie każdy każdemu bratem. Cholera! Homo homini lupus est To nie dla mnie tango. Zostałem zagubiony w świecie poglądów Takich codziennych wymieszanych z reklamą Tak sprytnie jak tryby zegara ratuszowego
Drodzy literaci!
Witam was panowie na plenum. Szerokim łukiem stoją literaci znamienici. Bywali w tym budynku: Gałczyński, Białoszewski Tak ci znani, akcpetowani, powielani aż do bólu. Dlaczego tak wszyscy na mnie patrzą? Nikt mnie nie zna? Przeciez też jestem literatem. Też me życie to gra słów, przeplatana doświadczeniem, marzeniem. O wiecznym szczęściu na literackiej chwale.
Szklanica po wódce
Wierszokleta Nowakowski trafił do kostnicy Pocięty szkłem ze...szklanicy Przebiła mu żyły tętnice i płuco Leży tak sztwyny biedaczek pocięty Szklaną szklanicą popękaną na strzępy Sekcja zwłok wykazała fenomen Drań nie był odurzony alkoholem żadnego rodzaju Leży tak sztywny, zimny , niezmienny Poezja jego nic nie warta jak trup Nowakowski - bezimienny Zgon osiemnasta siedemnaście, dnia poprzedniego Zabity szklaną szklanicą wbitą w szyję jego. Sława Tak naprawde nie marzy mi się sława Najwiekszego pokroju światowego Pamięć kilku znajomych, coś miłego Znakomitego nie pisał nic wcale Tylko jego przemyślenia na papier przelane Będące pamiętnikiem psychiki delikwenta literackiego Który pisał Anno Domini Dwa tysiące sześć i później Jedynie chciał wypełnić beztalencia próżnie Chłopcy Malowani Jadą chłopcy do Iranu Żyły piją kompot z polskiego maku Ziemie zroszą krwią outlanderską . Jadą chłopcy do Iranu Walczyć za Busha sprawę Ropa rządzi światem, a diabeł katem . Jadą chłopcy do Iranu Zginąc na wojence Matce oddadza chłopaka w trumience . Jadą chłopcy do Iranu Walczyć o nie swoje Ktoś się nimi wysługuje Desperat co jest kowbojem
Gray Pusty szary sztandar ktory nie niesie żadnej treści Szarzy ludzie idą za szarym sztandarem Natomiast człowiek zbrudzony to ja! Nie posiadajacy ideałow, autorytetów czy wreszcie sprecyzowanych poglądów Jestem wszystkim i niczym, bielą i czernią Ide w opozycji do szarej masy Staje na barierze absurdu i w swojej bezmyślności Wykrzykując puste hasła podchodze do szarego tłumu Niestety też niose ze soba szary sztandar Który odpowiada za moją marną egzystencje
W strasznych mieszkaniach straszni mieszkańcy.
Gray Pusty szary sztandar ktory nie niesie żadnej treści Szarzy ludzie idą za szarym sztandarem Natomiast człowiek zbrudzony to ja! Nie posiadajacy ideałow, autorytetów czy wreszcie sprecyzowanych poglądów Jestem wszystkim i niczym, bielą i czernią Ide w opozycji do szarej masy Staje na barierze absurdu i w swojej bezmyślności Wykrzykując puste hasła podchodze do szarego tłumu Niestety też niose ze soba szary sztandar Który odpowiada za moją marną egzystencje
środa, 04 kwietnia 2007
Nocą na kolanie pisane, tak dla spokoju.
Szklanica po wódce
Wierszokleta Nowakowski trafił do kostnicy Pocięty szkłem ze...szklanicy Przebiła mu żyły tętnice i płuco Leży tak sztwyny biedaczek pocięty Szklaną szklanicą popękaną na strzępy Sekcja zwłok wykazała fenomen Drań nie był odurzony alkoholem żadnego rodzaju Leży tak sztywny, zimny , niezmienny Poezja jego nic nie warta jak trup Nowakowski - bezimienny Zgon osiemnasta siedemnaście, dnia poprzedniego Zabity szklaną szklanicą wbitą w szyję jego. Sława Tak naprawde nie marzy mi się sława Najwiekszego pokroju światowego Pamięć kilku znajomych, coś miłego Znakomitego nie pisał nic wcale Tylko jego przemyślenia na papier przelane Będące pamiętnikiem psychiki delikwenta literackiego Który pisał Anno Domini Dwa tysiące sześć i później Starał się wypełnic beztalencia próżnie Chłopcy Malowani Jadą chłopcy do Iranu Żyły piją kompot z polskiego maku Ziemie zroszą krwią outlanderską . Jadą chłopcy do Iranu Walczyć za Busha sprawę Ropa rządzi światem, a diabeł katem . Jadą chłopcy do Iranu Zginąc na wojence Matce oddadza chłopaka w trumience . Jadą chłopcy do Iranu Walczyć o nie swoje Ktoś się nimi wysługuje Desperat co jest kowbojem
wtorek, 03 kwietnia 2007
Wszystkie wiersze pisane w piec minut bez poprawek.
Drodzy literaci!
Witam was panowie na plenum. Szerokim łukiem stoją literaci znamienici. Bywali w tym budynku: Gałczyński, Białoszewski Tak ci znani, akcpetowani, powielani aż do bólu. Dlaczego tak wszyscy na mnie patrzą? Nikt mnie nie zna? Przeciez też jestem literatem. Też me życie to gra słów, przeplatana doświadczeniem, marzeniem. O wiecznym szczęściu na literackiej chwale.
|
|